Jeż, który zapomniał, jak być miękkim

Jeż, który zapomniał, jak być miękkim

W pracowni Gęsi w Muszce pachniało dziś świeżą bawełną i miętową herbatą. Maszyna drukarska cicho mruczała w kącie, a nasza bohaterka właśnie poprawiała przed lustrem swoją dzisiejszą muszkę – w drobne, wesołe groszki. Był to znak, że zbliża się dzień pełen kreatywności.

Nagle w drzwiach pracowni rozległo się ciche, nerwowe drapanie. Kiedy Gęś otworzyła drzwi, zobaczyła na wycieraczce Jeża Ignacego. Ignacy był powszechnie znany w całym miasteczku ze swojego wiecznego zdenerwowania. Tego dnia jego kolce były nastroszone bardziej niż zwykle, a nos nerwowo drżał.

– Wszystko kłuje! – wypalił od progu Ignacy, nie czekając na zaproszenie. – Świat jest za głośny, wiatr jest za zimny, a liście na chodniku za bardzo szeleszczą. Jestem jednym wielkim, chodzącym kłębkiem nerwów!

Gęś w Muszce zaprosiła go do środka, wskazując mu najwygodniejszy fotel w pracowni. Ignacy usiadł na brzeżku, sztywny jak szczotka do włosów. – Wyglądasz, mój drogi, jakbyś desperacko potrzebował przytulenia – zagęgała łagodnie Gęś, parząc dla niego kubek melisy.

Jeż tylko prychnął. – Przytulenia? Spójrz na mnie! Jestem praktycznie małym kaktusem z łapkami. Kto o zdrowych zmysłach przytula kaktusa?

Gęś w Muszce uśmiechnęła się pod nosem (a właściwie pod dziobem). Sięgnęła po swój niezawodny szkicownik i zestaw ulubionych, kolorowych cienkopisów. Wiedziała doskonale, że czasem, kiedy czujemy się najbardziej "kolczaści" dla świata, tak naprawdę najbardziej brakuje nam ciepła i miękkości.

Cienkopisy zaczęły tańczyć po papierze. Zamiast rysować Ignacego jako nastroszonego nerwusa, Gęś przeniosła na papier Zupełnie Inną Wizję. Kiedy po kilku minutach odwróciła szkicownik w stronę Jeża, ten aż zamrugał z niedowierzania.

Na rysunku widniał on sam, ale jakże odmieniony! Jego kolce były bezpiecznie schowane pod ogromną, o dwa numery za dużą, pastelową bluzą z kapturem. Kaptur był naciągnięty głęboko na głowę, a z długich rękawów wystawał tylko mały nosek i kubek z gorącą czekoladą. Na przodzie bluzy widniał napis: "Dziś nie kłuję. Dziś się relaksuję". Grafika emanowała takim spokojem i ciepłem, że Ignacy odetchnął z ulgą na sam jej widok, a jego własne kolce odrobinę opadły.

– Czy... czy tak mógłbym wyglądać? – zapytał cicho Jeż. – Tak... miękko?

– Wszyscy mamy dni, kiedy jesteśmy jak kaktusy – odpowiedziała Gęś, poprawiając muszkę. – Ale tajemnica polega na tym, żeby mieć coś, co nas przed tym światem otuli. Coś grubego, ciepłego i tylko naszego.

Tego samego popołudnia Gęś w Muszce postanowiła, że rysunek Ignacego nie może zostać tylko w notesie. Zeskanowała go, dodała jeszcze więcej kolorów i przeniosła na najmilsze w dotyku, bawełniane bluzy, jakie tylko udało jej się znaleźć.

Od tamtej pory każdy w miasteczku – i każdy klient sklepu – kto miał gorszy dzień i czuł się nieco zbyt "kolczasty", wiedział, co robić. Wystarczyło założyć bluzę od Gęsi w Muszce, naciągnąć kaptur i pozwolić, by miękki materiał i zabawna grafika zrobiły swoje.

A Ignacy? Cóż, podobno widziano go ostatnio, jak uśmiechał się we śnie, zwinięty w kulkę na ulubionym fotelu.

Back to blog